so... tak w ogóle to mam zamiar pisać o tym co robię teraz, ale najpierw będzie tzw. rys historyczny. Otóż... pierwszy sweter popełniłam jako dziecko - gdzieś tak na przełomie podstawówki i liceum. Był to sweter workowaty, dżersejowaty, utrzymany w tonacji zimnej z przewagą granatu, szmaragdowej zieleni, bieli i z maźnięciami amarantowymi. Zrobiłam go z jakichś resztek, bez żadnych założeń teoretycznych i nawet go nosiłam. Pamiętam, ze jeden rękaw był zdecydowanie szerszy niż drugi ale tak poza tym... Czy miałam jakieś przemyślenia na temat, jak te różne włóczki będą ze sobą współpracowały w noszeniu i praniu, czy go prałam i jak długo nosiłam swój sweter? Przeszłość jest pełna tajemnic.Wspominam go jednakże z czułością. Wyglądał jakoś tak:
Potem robiłam już tylko szaliki!
No a teraz zrobiłam pierwszy sweter w dorosłym życiu!
I to by było tyle na te chwile.
(dziecię się obudziło, dziecię się domaga: wzięcia na ręce, wyjścia, nie wiem czego jeszcze, jedzenia chyba nie, gdyż właśnie oblało nas obie nieco nadtrawionym mlekiem, znaczy się wystarczy chyba). O tym nowym dziele będzie później, z dywagacjami na tematy techniczne. Tymczasem..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz