środa, 7 marca 2018

Gdzie jesteś krówko??

Co poniektórzy mówią, że na haku...

Płak!

Nie lubiłam Cię, bo byłaś głupia i z rogami ale teraz znaaajdź się! Najlepiej z tym cielakiem, co nie jest Twój, i co go wcięło razem z Tobą.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

mówisz masz, czyli o spotkaniu ze strażą graniczną i o tegoż spotkania konsekwencjach

Ale najpierw spostrzeżenie takie: to już prawie 8 lat tego bloga nie piszę.... o matkojaktenczasleci !

Dzisiaj przygody zaczęły się rano na cpn-ie.




Ładnie tu u nas w tych Bieszczadach rzekłam sobie, i pojechałam z paliwem do ciągnika w bagażniku a śnieg padał, widoczność słaba, drogi śliskie. Wszystko to miałam z tyłu głowy to nie gnałam zanadto.

Na Moczarach rozdałam chętnym przekąski...

Daj batona..no daj!


I dalej w drogę, trochę oszołomiona urodą zimy ale dalej czujna.

Wysiadłam sobie na Jałowym, popatrzeć na śniegi i wody płynące...






i spotkałam takie śliczne, kolorowe i śpiewające



I tak w ogóle ładnie.. Zbocze na Jałowym

Dobra, w drogę, tył głowy nadal, że ślisko,toteż jak mi straż graniczna machnęła przed nosem, to nawet nie musiałam hamować, się zatrzymał sam po prostu. Ale tył głowy nic nie wspomniał, że skończył mi się przegląd techniczny. W grudniu. Toteż. Otworzyłam drzwi na pół jezdni i cieszę się jak głupi do sera.
- Dzień Dobry! Tak dawno mnie nie zatrzymywaliście, się stęskniłam!!
- Dzień Dobry, a to poproszę, szybko dokumenty sprawdzimy.
- Proszę bardzo!
.............................................................................................................................................- Pani Agnieszko, Pani ma przegląd nieważny.
- Aaa,  aaaaale jak to możliwe?

No nie, orbit angel, znowu?! 
- Puści mnie Pan? To pojadę od razu na przegląd!

Był pobłażliwy, puścił
- Pani Agnieszko, dziś Panią pouczę.

Pojechałam jeszcze żarówkę wymienić, bo już dwa kursy do Warszawy i trzy do Sanoka mi mrugają co bardziej czepialscy kierowcy, że przepalona.
I jadę na ten przegląd. Noż kurczę, drobiazgowo. Przyczepił się, że ręczny nie trzyma. Ale dobra, coś tam pogmerał, jeszcze się w palec skaleczył przy tym i mówi, niech ci Pani będzie, że nie chce mi przykrości robić. Mili tu ludzie zazwyczaj.
No i to by właściwie było wszystko, w zasadzie nie ma o czym pisać, ale podchodzę do samochodu a tam na przedniej szybie, oparta o wycieraczki leży kość! Duża, ramienna chyba, na oko mały przeżuwacz, jakaś koza, sarna, owca. Więc pytam słabo:

- A co to?

A on z kamienną twarzą:

- A nic, pod maską było.


czwartek, 14 grudnia 2017

Obietnica i wyzwanie. A głównie o filmach.

No dobra. Plan jest taki aby się jutro zmobilizować i rozejrzeć za prezentem choinkowym dla ojca i dla dziecka... Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Jeszcze trzeba przeżyć "wigilię" w przedszkolu. Mamo! - zażądała M. - Obiecaj, że nie będziesz czytać książki! No i obiecałam psiakość, a teraz myślę, ze to był jednak błąd... zaszyć się gdzieś w schowku na mopa i czytać Księgę Dziwnych Nowych Rzeczy, to byłoby idealne rozwiązanie.

Wataha zajęła mi całe dwie doby. Jak tylko stwierdziłam, że w sumie może być... to się skończyło. Dygresja: Zawsze lubiłam, jak mnie chłopaki ze straży granicznej zatrzymywali i kazali np. bagażnik otwierać - a tam siekiera! A teraz?! Koniec! Przestali. Zmieniłam rejestrację i było po herbacie.       
 Refleksja: Dlaczego w obu swoich scenach miłości fizycznej Rebrow robi TO na stojąco... to chyba dlatego, że ogólnie chłopak nie ma czasu, musi gdzieś znowu lecieć przez śnieg. Oni w ogóle w tym filmie dużo biegają, a ja jakoś jestem fetyszystką biegania (w filmach). Moja ulubiona scena - pierwszy odcinek, pierwszego sezonu - Rebrow idzie (ale dość szybkim krokiem) połoniną, za nim młoda strażniczka sobie biegnie dysząc, a po chwili  już oboje biegną -  przed misiem. I tu się od razu życie wcina i przypomina, jak to niejaki Roman z naszym Jasiem poszli do lasu jesienią na Jałowym i wleźli na miśka ale udało im się nawiać, tylko, że coś tam pogubili w pośpiechu, jakieś kliny niezbędne w pracy drwala. I potem jak na wiosnę Romek poszedł do lasu szukać tych klinów ( ale już sam bo od czasu tej jesiennej przechadzki nasz Janek zaprzestał wypadów do lasu) to spotkał tego samego miśka po raz drugi. Ale teraz to już się niedźwiedź słusznie wkurwił, i w tym słusznym gniewie trochę Romka sponiewierał. Nie chciał go jednak chyba zabić, gdyż Romek spotkanie przeżył. Teraz z pewną satysfakcją opowiada - A! przynajmniej się przeleciałem helikopterem do Sanoka!

Miało być jednak o moich rozpaczliwych poszukiwaniach czegoś dającego się oglądać... tak wyszło, że jak już zainwestowałam 45PLN (straszne zdzierstwo) w serial, który teoretycznie mogłabym oglądać przez miesiąc a zajęło mi to jako się na początku rzekło dwa dni, to postanowiłam dać drugą szansę serialowi Tabu, który został mi zareklamowany przez ojca słowami "nie ma tam ani jednej pozytywnej postaci" No, umówmy się bycie pozytywną postacią, to nigdy nie był dla mnie warunek konieczny aby się w jakiejś postaci (męskiej raczej) zakochać bez pamięci. Tak więc uważam, że James Keziah Delaney nie jest być może pozytywny, ale sexy za to tak. Co być może umknęło mi za pierwszym razem, na jakichś niezupełnie legalnych stronach z filmami np. ze względu na słabą jakość materiału wideo albo na jego skłonność do pokazywania kolejnych klatek w tempie jedna co dwie minuty.

Wykonałam też podejście do"Życia Adeli" ale...co tu kryć...zasnęłam.

wtorek, 19 września 2017

Nie śpię

 Pralka. Zmywarka. W pokoju Młodych nowa szafa. Badziewie, nie postarali się, zamknęłam oczy, nie dojrzałam, olałam, zapłaciłam, potrzebowaliśmy szafy bardzo, przeżyjemy (mam nadzieję) tę szafę. Nie daje mi zasnąć podejrzany, suchy kaszelek zza ściany, błagam Cię Młoda NIE CHORUJ!
Leje. Leje. Leje. Leje. Może chociaż, mam nadzieję,  grzyby rosną ... ale ja nie wiem, gdzie one rosną i to też mi nie daje spokoju. Cukrowy haj nie mija, kurczę chybabym wolała już alkoholiczką być.

środa, 21 czerwca 2017

skwaszona

Miałam popracować a o 11 iść na basen. Nie chce mi się pracować, nie chce mi się na basen, nie chce mi się żyć. Rozważam bezę w ... a nie, nie reklamuję nikogo za friko, (nawet siebie, gorzkie ha, ha) albo lody w... no gdzie indziej. W dodatku ubrałam się "na wczoraj" (a było 31 stopni) i jest mi zimno. I nie mogę się przebrać, bo córce oświadczyłam, że się nosi JEDNO ubranie dziennie. Jedno! I muszę teraz cierpieć, marznąć. W czerwcu, psia go mać.

sobota, 1 kwietnia 2017

Szybki, wieczorny spacer po Macierówce

I nagle!

Ze czterdzieści dzików! Raczej duże, czarne, dzicze, łaciate i włochate. Z dziką  (dziczą!)radością brodzące w bajorze. Ja na grobli kilkanaście metrów od nich. No, nie powiem, trochę mi zmiękły kolana. Ale dziki bez popłochu, raczej dostojnie odkłusowały w las. Ale i tak nie zdążyłam podnieść aparatu do oka. Jednak wolę drzewa. Drzewa nie kłusują...


niedziela, 17 kwietnia 2016

Wkurza mnie ten blog. Jakiś nowy sobie muszę zrobić. Tu za dużo grzebania się w niemożności.
Byłam w Puławach i w Kazimierzu, a dzisiaj we Warszawie. Przywiozłam sobie wziernik pochwowy, igłotrzymacz, notateczki, czterdzieści fotek wiosny nad Wisłą (podobają mi się trzy). Koguta Matysi, ciastka i krówki (z konferencji) zżerli wszystko, długopisy. Już mi się nie chciało sępić i zbierać ulotek firm farmaceutycznych. Wróciłam do domu i zamówiłam sobie nowy termometr, stary padnie lada chwila, bo plastik nad guzikiem włączającym się kruszy. Wracałam i ruch był jak zazwyczaj, przeciwny, lubię to w zasadzie, ten mój zwrot, przeciwprądowy.

Dzisiaj natomiast okazało się, że umiem jednak jeździć na rolkach, bułka z masłem, trzeba po prostu rytmicznie przebierać nogami.