Wkurza mnie ten blog. Jakiś nowy sobie muszę zrobić. Tu za dużo grzebania się w niemożności.
Byłam w Puławach i w Kazimierzu, a dzisiaj we Warszawie. Przywiozłam sobie wziernik pochwowy, igłotrzymacz, notateczki, czterdzieści fotek wiosny nad Wisłą (podobają mi się trzy). Koguta Matysi, ciastka i krówki (z konferencji) zżerli wszystko, długopisy. Już mi się nie chciało sępić i zbierać ulotek firm farmaceutycznych. Wróciłam do domu i zamówiłam sobie nowy termometr, stary padnie lada chwila, bo plastik nad guzikiem włączającym się kruszy. Wracałam i ruch był jak zazwyczaj, przeciwny, lubię to w zasadzie, ten mój zwrot, przeciwprądowy.
Dzisiaj natomiast okazało się, że umiem jednak jeździć na rolkach, bułka z masłem, trzeba po prostu rytmicznie przebierać nogami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz