No dobra. Plan jest taki aby się jutro zmobilizować i rozejrzeć za prezentem choinkowym dla ojca i dla dziecka... Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
Jeszcze trzeba przeżyć "wigilię" w przedszkolu. Mamo! - zażądała M. - Obiecaj, że nie będziesz czytać książki! No i obiecałam psiakość, a teraz myślę, ze to był jednak błąd... zaszyć się gdzieś w schowku na mopa i czytać Księgę Dziwnych Nowych Rzeczy, to byłoby idealne rozwiązanie.
Wataha zajęła mi całe dwie doby. Jak tylko stwierdziłam, że w sumie może być... to się skończyło. Dygresja: Zawsze lubiłam, jak mnie chłopaki ze straży granicznej zatrzymywali i kazali np. bagażnik otwierać - a tam siekiera! A teraz?! Koniec! Przestali. Zmieniłam rejestrację i było po herbacie.
Refleksja: Dlaczego w obu swoich scenach miłości fizycznej Rebrow robi TO na stojąco... to chyba dlatego, że ogólnie chłopak nie ma czasu, musi gdzieś znowu lecieć przez śnieg. Oni w ogóle w tym filmie dużo biegają, a ja jakoś jestem fetyszystką biegania (w filmach). Moja ulubiona scena - pierwszy odcinek, pierwszego sezonu - Rebrow idzie (ale dość szybkim krokiem) połoniną, za nim młoda strażniczka sobie biegnie dysząc, a po chwili już oboje biegną - przed misiem. I tu się od razu życie wcina i przypomina, jak to niejaki Roman z naszym Jasiem poszli do lasu jesienią na Jałowym i wleźli na miśka ale udało im się nawiać, tylko, że coś tam pogubili w pośpiechu, jakieś kliny niezbędne w pracy drwala. I potem jak na wiosnę Romek poszedł do lasu szukać tych klinów ( ale już sam bo od czasu tej jesiennej przechadzki nasz Janek zaprzestał wypadów do lasu) to spotkał tego samego miśka po raz drugi. Ale teraz to już się niedźwiedź słusznie wkurwił, i w tym słusznym gniewie trochę Romka sponiewierał. Nie chciał go jednak chyba zabić, gdyż Romek spotkanie przeżył. Teraz z pewną satysfakcją opowiada - A! przynajmniej się przeleciałem helikopterem do Sanoka!
Miało być jednak o moich rozpaczliwych poszukiwaniach czegoś dającego się oglądać... tak wyszło, że jak już zainwestowałam 45PLN (straszne zdzierstwo) w serial, który teoretycznie mogłabym oglądać przez miesiąc a zajęło mi to jako się na początku rzekło dwa dni, to postanowiłam dać drugą szansę serialowi Tabu, który został mi zareklamowany przez ojca słowami "nie ma tam ani jednej pozytywnej postaci" No, umówmy się bycie pozytywną postacią, to nigdy nie był dla mnie warunek konieczny aby się w jakiejś postaci (męskiej raczej) zakochać bez pamięci. Tak więc uważam, że James Keziah Delaney nie jest być może pozytywny, ale sexy za to tak. Co być może umknęło mi za pierwszym razem, na jakichś niezupełnie legalnych stronach z filmami np. ze względu na słabą jakość materiału wideo albo na jego skłonność do pokazywania kolejnych klatek w tempie jedna co dwie minuty.
Wykonałam też podejście do"Życia Adeli" ale...co tu kryć...zasnęłam.