To już ostatni post przed wakacjami. I szczerze mówiąc nie wiem o czym on będzie. Taki dzień męczący raczej. Tyle mam do pakowania, sprzątania, pamiętania, prasowania... od samego myślenia o tym chce mi się iść spać i ... nie myśleć, nie pamiętać, nic nie robić...spać po prostu. Tylko spodziewany bunt kręgosłupa w odcinku piersiowym mnie powstrzymuje. On nie lubi, kiedy kładę się spać zbyt wcześnie.
Telefon nie działa jak powinien. Znowu technologia mnie przerasta.
Dzisiaj Em na rehabilitacji znowu wyła jak opętana. Potem zresztą już do końca dnia była marudna i dopiero kąpiel ją zrelaksowała, jak zwykle zresztą. Gabinetów lekarskich nie cierpi, robi wyjątek dla naszej swojskiej przychodni rejonowej i jak dotąd - odpukać, na kolejnych wizytach, czy to w celu szczepienia, czy innych oględzin zachowywała się spokojnie i godnie. Ale dzisiaj to był koszmar. Wyszłam sfrustrowana.
Dlaczego??? W domu zwykle żadnych protestów nie doświadczam na tle wyginania nóżek i rączek
Głupie pytanie. Dom to dom. Może to jest odpowiedź. Ja też jestem raczej nieufna, aspołeczna i nie lubię jak mnie ktoś obcy dotyka.
A na przykład ktoś mi niedawno opowiadał historię o dziecku, które tak się darło przy kąpieli, ze trzeba je było wkładać do wanny... w ubraniu!!?? I pomogło podobno, po kilku miesiącach!!?? O rety!
To co ja mam zabrać na te wakacje? Nie mogę się skupić.
I jeszcze ząb się zbuntował i boli. Właśnie teraz, tuż przed wyjazdem, bo gdyby bolał miesiąc temu nie byłoby przecież tak zabawnie. Wysokiego Blondyna z Niebieskimi Oczami też boli - od wczoraj. Umówiłam nas do dentysty rzutem na taśmę, mimo to odczuwam lekki niepokój, bo wyjedziemy i...co dalej?
No i rozmawiałam z Dużym Chłopcem (na zesłaniu) przez telefon, pół godziny temu. Co powiedział?
-Ząb mnie boli!... (od wczoraj)
czwartek, 26 lipca 2012
czwartek, 19 lipca 2012
Czy wasze dzieci jedzą warzywa?
Bo moje jedzą. Może są jakieś dziwne. Powiem więcej: moje psy jedzą warzywa (w każdej formie). Jeszcze więcej? Proszę! Mój kot je warzywa (gotowane).
Po wczorajszym upadku moralnym tj. wyjściu z domu bez śniadania i potem zaspokajaniu głodu: jagodzianką (x2), muffinem z migdałami (tylko jeden na szczęście, niedobry był), oraz bułką jęczmienną (x3), i po stanięciu na wadze w godzinach porannych (nie, nie powiem ile!) dzisiaj podjęłam decyzję o odnowie w duchu świętym south beach. Na obiad serwowano: pory pieczone z czosnkiem i tymiankiem, z niewielkim udziałem pomidorów pieczonych z tymiankiem i natką pietruszki.
Rozmowę przeprowadziłam z Dużym Chłopcem, którego zesłaliśmy na wieś, gdzie nie może - biedny - korzystać z dobrodziejstwa darmowych gier w sieci.
- Idę jeść, obiad mi się spali!
- A co masz na obiad?
- Pomidory i pory pieczone.
- Fajnie masz... - powiedział tęsknie.
Duży Chłopiec też ma fajnie, był na grzybach w lesie, całe trzy godziny.
No ale ja nie o tym chciałam.
Kiedy już zaczęłam zjadać pyszne zielone wstęgi - spaghetti form - porów, zmaterializował się kot i zaczął udowadniać mi, że kocha mnie bardzo, a mój talerz powinien być naszym wspólnym talerzem, gdyż miłość polega na dzieleniu się, czyż nie? I natarczywie zaczął atakować łapą mój obiad. Zrobiłabym zdjęcie ale w tym celu musiałabym się oddalić. Także tak. Skończyło się na jednej wstążce, którą oddałam dobrowolnie. Więcej nie dałam. Czosnek szkodzi kotom, chociaż one same zdają się o tym nie wiedzieć.
A u Liski na blogu babka cytrynowa. Czy mogłabym obok niej przejść obojętnie? Oczywiście, że upiekłam...
Po wczorajszym upadku moralnym tj. wyjściu z domu bez śniadania i potem zaspokajaniu głodu: jagodzianką (x2), muffinem z migdałami (tylko jeden na szczęście, niedobry był), oraz bułką jęczmienną (x3), i po stanięciu na wadze w godzinach porannych (nie, nie powiem ile!) dzisiaj podjęłam decyzję o odnowie w duchu świętym south beach. Na obiad serwowano: pory pieczone z czosnkiem i tymiankiem, z niewielkim udziałem pomidorów pieczonych z tymiankiem i natką pietruszki.
Rozmowę przeprowadziłam z Dużym Chłopcem, którego zesłaliśmy na wieś, gdzie nie może - biedny - korzystać z dobrodziejstwa darmowych gier w sieci.
- Idę jeść, obiad mi się spali!
- A co masz na obiad?
- Pomidory i pory pieczone.
- Fajnie masz... - powiedział tęsknie.
Duży Chłopiec też ma fajnie, był na grzybach w lesie, całe trzy godziny.
No ale ja nie o tym chciałam.
Kiedy już zaczęłam zjadać pyszne zielone wstęgi - spaghetti form - porów, zmaterializował się kot i zaczął udowadniać mi, że kocha mnie bardzo, a mój talerz powinien być naszym wspólnym talerzem, gdyż miłość polega na dzieleniu się, czyż nie? I natarczywie zaczął atakować łapą mój obiad. Zrobiłabym zdjęcie ale w tym celu musiałabym się oddalić. Także tak. Skończyło się na jednej wstążce, którą oddałam dobrowolnie. Więcej nie dałam. Czosnek szkodzi kotom, chociaż one same zdają się o tym nie wiedzieć.
A u Liski na blogu babka cytrynowa. Czy mogłabym obok niej przejść obojętnie? Oczywiście, że upiekłam...
sobota, 7 lipca 2012
Wakacje - part1
Takie 35+ stopni w cieniu jest mega fajne pod warunkiem wszakże, że ma się 20 lat, 59 kg, dużo wolnego czasu, wodę oddaloną od kocyka (w cieniu) o jakieś 15 m i brak dzieci. To ostatnie najważniejsze. Jednak od czasu kiedy 12 lat temu pojawił się Duży Chłopiec, ja wolę 20 stopni i chmury. Może być nawet lekki deszcz. Byle nie wiało. Tak więc pogoda jest sprzyjająca dla wyrośniętych dzieci. Ale nie dla mnie. Przejdźmy do Ad Remu (Był w okolicy mojego dzieciństwa taki klub osiedlowy - pamiętam).
Byliśmy w Bieszczadach. Z dzieckiem! Nie płakało. Panował błogi spokój. To dziecko jest w ogóle boskie.
Wykąpałam się nawet w Solinie. Tylko jeden raz, bo następnego dnia pojechaliśmy gdzie indziej i tam mi się nie podobało - w tym upale woda się cofnęła i zrobiło się bajoro. Ale pierwszego dnia było super, woda miała temperaturę IDEALNĄ i była przejrzysta i jakaś taka szmaragdowa, jak w Wenecji.
Naprawiłam sobie torbę. I wygląda teraz tak:
Byliśmy w Bieszczadach. Z dzieckiem! Nie płakało. Panował błogi spokój. To dziecko jest w ogóle boskie.
Wykąpałam się nawet w Solinie. Tylko jeden raz, bo następnego dnia pojechaliśmy gdzie indziej i tam mi się nie podobało - w tym upale woda się cofnęła i zrobiło się bajoro. Ale pierwszego dnia było super, woda miała temperaturę IDEALNĄ i była przejrzysta i jakaś taka szmaragdowa, jak w Wenecji.
Naprawiłam sobie torbę. I wygląda teraz tak:
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)