Takie 35+ stopni w cieniu jest mega fajne pod warunkiem wszakże, że ma się 20 lat, 59 kg, dużo wolnego czasu, wodę oddaloną od kocyka (w cieniu) o jakieś 15 m i brak dzieci. To ostatnie najważniejsze. Jednak od czasu kiedy 12 lat temu pojawił się Duży Chłopiec, ja wolę 20 stopni i chmury. Może być nawet lekki deszcz. Byle nie wiało. Tak więc pogoda jest sprzyjająca dla wyrośniętych dzieci. Ale nie dla mnie. Przejdźmy do Ad Remu (Był w okolicy mojego dzieciństwa taki klub osiedlowy - pamiętam).
Byliśmy w Bieszczadach. Z dzieckiem! Nie płakało. Panował błogi spokój. To dziecko jest w ogóle boskie.
Wykąpałam się nawet w Solinie. Tylko jeden raz, bo następnego dnia pojechaliśmy gdzie indziej i tam mi się nie podobało - w tym upale woda się cofnęła i zrobiło się bajoro. Ale pierwszego dnia było super, woda miała temperaturę IDEALNĄ i była przejrzysta i jakaś taka szmaragdowa, jak w Wenecji.
Naprawiłam sobie torbę. I wygląda teraz tak:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz