czwartek, 14 grudnia 2017

Obietnica i wyzwanie. A głównie o filmach.

No dobra. Plan jest taki aby się jutro zmobilizować i rozejrzeć za prezentem choinkowym dla ojca i dla dziecka... Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Jeszcze trzeba przeżyć "wigilię" w przedszkolu. Mamo! - zażądała M. - Obiecaj, że nie będziesz czytać książki! No i obiecałam psiakość, a teraz myślę, ze to był jednak błąd... zaszyć się gdzieś w schowku na mopa i czytać Księgę Dziwnych Nowych Rzeczy, to byłoby idealne rozwiązanie.

Wataha zajęła mi całe dwie doby. Jak tylko stwierdziłam, że w sumie może być... to się skończyło. Dygresja: Zawsze lubiłam, jak mnie chłopaki ze straży granicznej zatrzymywali i kazali np. bagażnik otwierać - a tam siekiera! A teraz?! Koniec! Przestali. Zmieniłam rejestrację i było po herbacie.       
 Refleksja: Dlaczego w obu swoich scenach miłości fizycznej Rebrow robi TO na stojąco... to chyba dlatego, że ogólnie chłopak nie ma czasu, musi gdzieś znowu lecieć przez śnieg. Oni w ogóle w tym filmie dużo biegają, a ja jakoś jestem fetyszystką biegania (w filmach). Moja ulubiona scena - pierwszy odcinek, pierwszego sezonu - Rebrow idzie (ale dość szybkim krokiem) połoniną, za nim młoda strażniczka sobie biegnie dysząc, a po chwili  już oboje biegną -  przed misiem. I tu się od razu życie wcina i przypomina, jak to niejaki Roman z naszym Jasiem poszli do lasu jesienią na Jałowym i wleźli na miśka ale udało im się nawiać, tylko, że coś tam pogubili w pośpiechu, jakieś kliny niezbędne w pracy drwala. I potem jak na wiosnę Romek poszedł do lasu szukać tych klinów ( ale już sam bo od czasu tej jesiennej przechadzki nasz Janek zaprzestał wypadów do lasu) to spotkał tego samego miśka po raz drugi. Ale teraz to już się niedźwiedź słusznie wkurwił, i w tym słusznym gniewie trochę Romka sponiewierał. Nie chciał go jednak chyba zabić, gdyż Romek spotkanie przeżył. Teraz z pewną satysfakcją opowiada - A! przynajmniej się przeleciałem helikopterem do Sanoka!

Miało być jednak o moich rozpaczliwych poszukiwaniach czegoś dającego się oglądać... tak wyszło, że jak już zainwestowałam 45PLN (straszne zdzierstwo) w serial, który teoretycznie mogłabym oglądać przez miesiąc a zajęło mi to jako się na początku rzekło dwa dni, to postanowiłam dać drugą szansę serialowi Tabu, który został mi zareklamowany przez ojca słowami "nie ma tam ani jednej pozytywnej postaci" No, umówmy się bycie pozytywną postacią, to nigdy nie był dla mnie warunek konieczny aby się w jakiejś postaci (męskiej raczej) zakochać bez pamięci. Tak więc uważam, że James Keziah Delaney nie jest być może pozytywny, ale sexy za to tak. Co być może umknęło mi za pierwszym razem, na jakichś niezupełnie legalnych stronach z filmami np. ze względu na słabą jakość materiału wideo albo na jego skłonność do pokazywania kolejnych klatek w tempie jedna co dwie minuty.

Wykonałam też podejście do"Życia Adeli" ale...co tu kryć...zasnęłam.

wtorek, 19 września 2017

Nie śpię

 Pralka. Zmywarka. W pokoju Młodych nowa szafa. Badziewie, nie postarali się, zamknęłam oczy, nie dojrzałam, olałam, zapłaciłam, potrzebowaliśmy szafy bardzo, przeżyjemy (mam nadzieję) tę szafę. Nie daje mi zasnąć podejrzany, suchy kaszelek zza ściany, błagam Cię Młoda NIE CHORUJ!
Leje. Leje. Leje. Leje. Może chociaż, mam nadzieję,  grzyby rosną ... ale ja nie wiem, gdzie one rosną i to też mi nie daje spokoju. Cukrowy haj nie mija, kurczę chybabym wolała już alkoholiczką być.

środa, 21 czerwca 2017

skwaszona

Miałam popracować a o 11 iść na basen. Nie chce mi się pracować, nie chce mi się na basen, nie chce mi się żyć. Rozważam bezę w ... a nie, nie reklamuję nikogo za friko, (nawet siebie, gorzkie ha, ha) albo lody w... no gdzie indziej. W dodatku ubrałam się "na wczoraj" (a było 31 stopni) i jest mi zimno. I nie mogę się przebrać, bo córce oświadczyłam, że się nosi JEDNO ubranie dziennie. Jedno! I muszę teraz cierpieć, marznąć. W czerwcu, psia go mać.

sobota, 1 kwietnia 2017

Szybki, wieczorny spacer po Macierówce

I nagle!

Ze czterdzieści dzików! Raczej duże, czarne, dzicze, łaciate i włochate. Z dziką  (dziczą!)radością brodzące w bajorze. Ja na grobli kilkanaście metrów od nich. No, nie powiem, trochę mi zmiękły kolana. Ale dziki bez popłochu, raczej dostojnie odkłusowały w las. Ale i tak nie zdążyłam podnieść aparatu do oka. Jednak wolę drzewa. Drzewa nie kłusują...