środa, 15 stycznia 2014

Wichrowe wzgórza c.d.

Minął tydzień. (I dzień)

Zawodowo niezbyt przełomowy tydzień. Ciągle patrzą na mnie (mam wrażenie) jak na niezbyt rozgarniętą pannę z miasta. Co tu robi??? W gruncie rzeczy trudno i mi nie podzielać tej optyki. No trudno. Jestem z miasta, nie wiem zbyt wiele, za to wykazuję entuzjazm, jestem sympatyczna i karnie stawiam się na miejscu zbiórki o piątej trzydzieści rano. Nawet choroba mnie nie pokonała. Ja ją pokonałam, głównie pitym litrami wywarem z imbiru zakropionym cytryną. Aha, i od tygodnia nie miałam w ustach nic słodkiego. Bardzo dumna jestem z siebie.

Za to poznałam tutejszą Panią Instruktor od koni. I zabrała mnie ze sobą w teren, który jak dla mnie był dość ekstremalny, ale udało się przeżyć. Właściwie najmocniejszym przeżyciem z tej jazdy (oprócz pogody, do której nawiązuje tytuł posta) był pieszy spacer z koniem z górki a potem pod. No myślałam, że wyzieję płuca. Bardzo pięknie tu jest. Pomimo wrednej pogody.


na horyzoncie pierwsze wzniesienia Beskidu Niskiego


to budynek koziarni, w środku (bardzo czystym, suchym, jasnym) mieszkają kozy karpackie




to było jedyne zaciszne miejsce tego dnia, tarniny i głogi potrafią zatrzymać nawet wiatr


i są piękne...



filigranowe, delikatne, kolczaste elementy

Nie chce mi się więcej zdjęć dodać, niestety.



2 komentarze:

  1. Może sama sobie skomentuję, to jest pomysł!

    Fajne zdjęcia! Uwielbiam Twoją wrażliwość. Jesteś piękna i zdolna!

    OdpowiedzUsuń