Minął tydzień. (I dzień)
Zawodowo niezbyt przełomowy tydzień. Ciągle patrzą na mnie (mam wrażenie) jak na niezbyt rozgarniętą pannę z miasta. Co tu robi??? W gruncie rzeczy trudno i mi nie podzielać tej optyki. No trudno. Jestem z miasta, nie wiem zbyt wiele, za to wykazuję entuzjazm, jestem sympatyczna i karnie stawiam się na miejscu zbiórki o piątej trzydzieści rano. Nawet choroba mnie nie pokonała. Ja ją pokonałam, głównie pitym litrami wywarem z imbiru zakropionym cytryną. Aha, i od tygodnia nie miałam w ustach nic słodkiego. Bardzo dumna jestem z siebie.
Za to poznałam tutejszą Panią Instruktor od koni. I zabrała mnie ze sobą w teren, który jak dla mnie był dość ekstremalny, ale udało się przeżyć. Właściwie najmocniejszym przeżyciem z tej jazdy (oprócz pogody, do której nawiązuje tytuł posta) był pieszy spacer z koniem z górki a potem pod. No myślałam, że wyzieję płuca. Bardzo pięknie tu jest. Pomimo wrednej pogody.
na horyzoncie pierwsze wzniesienia Beskidu Niskiego
to budynek koziarni, w środku (bardzo czystym, suchym, jasnym) mieszkają kozy karpackie
to było jedyne zaciszne miejsce tego dnia, tarniny i głogi potrafią zatrzymać nawet wiatr
i są piękne...
filigranowe, delikatne, kolczaste elementy
Nie chce mi się więcej zdjęć dodać, niestety.
Może sama sobie skomentuję, to jest pomysł!
OdpowiedzUsuńFajne zdjęcia! Uwielbiam Twoją wrażliwość. Jesteś piękna i zdolna!
Dziękuję!
Usuń