środa, 8 stycznia 2014

co by tu powiedzieć?

Na przykład co bym mogła rzec na pytanie dokąd zmierzam? Co by mogła rzec taka osoba, która maszerując dziarsko przez oborę, starając się usilnie NIE sprawiać wrażenia małego zielonego ludka z kosmosu, maszerując pewnie, pewnie stawiając stopę na kawałku twardego zdawałoby się, acz pokrytego gównem gruntu ląduje nagle w rzeczonym gównie po kolano ( a kalosz niestety, kończy się na dwa palce poniżej). Teraz - imaginujcie - następuje gramolenie się z podłogi, półobrót, a następnie w tym samym wyluzowanym stylu lądujemy w zdradliwej dziurze drugą nogą.

Urocze, to było niewątpliwie urocze! Sama zakochałabym się w sobie, gdybym gdybym...

A teraz spostrzeżenie natury geograficzno-meteorologicznej. Tu jest otóż tak: z lewej góry (Pogórze Dynowskie - patrząc w jedynym słusznym kierunku, czyli w stronę Ustrzyk a do Warszawy plecami), z prawej góry (Beskid Niski) a pomiędzy dosyć długa, niezbyt szeroka, płaska dolina - rynna, idealna do tego aby wiatr mógł się w  niej rozpędzić i... tak już pizga drugi dzień, bo drugi dzień tu jestem, jednakże osoby zagadnięte na tą okoliczność zgodnie oświadczyły - Tu zawsze tak jest!

Także tak: pranie było konieczne, chociaż niezbyt skuteczne, wkładki do kaloszy suszą się na kaloryferze (bo gdzie?) przypominając, że znajdujemy się w gospodarstwie rolnym. Utrzymującym bydło. Nie w hotelu.

Zjadłam brokuła, zjadłam rosół. Jeszcze trochę na jutro zostało. Wypiłam mleka.

Podawałam narzędzia. I wodę. I mydło. I wiaderko na usunięte jądra. Założyłam kolczyk cielakowi. I poiłam cielaczki z wiaderka. To było całkiem przyjemne.

Po co tu jestem? Dokąd zmierzam? Dobre pytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz