niedziela, 10 listopada 2013

trochę o tym, trochę o owym

Czego dyszysz cholero, to tak na wstępie zagajam do kompa
***
Już, już chciałam napisać  ŻE BIEGAM!
Ale to by było przedwczesne, jednak.
Zwiększałam dystans, pewnie zbyt radykalnie. To się pewnie tak nie robi, żeby po dłuższej przerwie machnąć od razu pięć, potem tydzień nic, potem sześć. Ale tak właśnie zrobiłam, nie myśląc za wiele, tylko upojona faktem, że M śpi, Duży jej pilnuje, a ja mam godzinę tylko dla siebie i sama ze sobą, powtarzałam sobie obsesyjnie "możesz, możesz..." oraz, że zmęczenie jest tylko stanem umysłu. W gruncie rzeczy nadal w to wierzę. Co nie zmienia faktu że po dwóch dniach od tego ostatniego wyczynu nie mogłam już nie tylko biegać ale i chodzić w miarę płynnie. I tak to trwa. Boli kurewsko! Pomyśleć, że kilka miesięcy temu dzwoniłam do ojca, bo nie mogłam sobie przypomnieć, które to kolano mam popsute (któremu należy się stabilizator, przed wyjściem na rolki). Cóż, sport jak widać to nie tylko samo zdrowie, ale i najlepsze lekarstwo na problemy z pamięcią.
Żałuję, bardzo sama siebie żałuję. Było fajnie. Byłam zmotywowana. Byłam w końcu spocona i hiper szczęśliwa. No i nie wiem co się właściwie stało, bo żadnego urazu nie pamiętam z tego ostatniego biegu.
A teraz nie mogę spać z bólu.
***
Chłop wyjechał i jest TAM.
Tam pociąga mnie najczarniejsza noc, nie ma takiej w Warszawie.
A nad morzem w listopadzie pociąga mnie pusta, wyblakła plaża i siny kolor morza i wycie wiatru i łomot fal. Tak, wiem pociągają mnie dziwne rzeczy.
No nic, tego nie ma.
Jest jednak i w Warszawie ołowiane niebo, zbutwiały zapach lasu w mżawce, chłód od którego odgradzam się wyłącznie swetrem i szalikiem i kontestuję różne tam kurtki nieprzemakalno-wiatroszczelne i ogrzewane 100% poliestrem, wyznaję bowiem pogląd, że także i zimno jest tylko stanem umysłu. W gruncie rzeczy jest pięknie. Codzienny spacer potrzebny mi jest dla higieny duszy. Pogoda jak wiadomo jest zawsze. Stan aury nie ma dla mnie wielkiego znaczenia. Właściwie lubię kiedy chłop wyjeżdża. Jestem wtedy silniejsza, szybsza, bardziej zorganizowana. Mam o sobie lepsze zdanie, nie potrzebuję potwierdzenia. Nie oczekuję, ze coś dostanę. Ale przydzielam zadania i egzekwuję ich wykonanie. Chyba też mniej zrzędzę. Jest mnie  więcej. To ciekawe...
***
Zepsuł się mikser.
Potrzebuję więcej muzyki. ( A nie cierpię muzyki z kompa, no nie trawię!)
Denerwuje mnie też mój (a właściwe Małej Mi) aparat fotograficzny.
Święty Mikołaju! (Ty co przychodzisz szóstego grudnia!) - to wskazówki dla Ciebie!
***
A w centrum dzisiaj, oprócz wielkiej ilości autobusów i tramwajów - nie dało się nie zauważyć, tak długotrwały i głośny był entuzjazm M - były trawniki usiane listopadowymi stokrotkami.
Brak fotki bo - patrz wyżej.

Ale:


tak było jeszcze niedawno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz