Iż, że, ponieważ ciągle pada, bez pamięci, raz deszcz, raz śnieg. Skóra jest od tego wilgotna, niedogrzana, sucha i piekąca. I chociaż brzmi to bez sensu to tak jest w istocie. W dodatku: lawiny schodzące z dachu samoistnie, niekręcące się kółka od wózka, śnieg nasiąknięty wodą jak topielec w stawie rybnym, każda łopata wywołuje żywiołowe mojego kręgosłupa wołanie na ratunek. Nie myślę, reaguję (słabo) instynktownie. Co mój syn a także facet z Orendża mieli okazję stwierdzić osobiście. Moje odzywki monochromatyczne: "No", "I?", "Mam to w dupie"
Po tej ostatniej ocknęłam się trochę. "Przepraszam" - rzekłam. "Bardzo Cię przepraszam. Tylko nie mów Tacie."
Po czym wpadłam w nerwowy śmiechopłacz, bez łez.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz