śniegi spłynęły i zrobiło się kolorowiej...
Na wystawie wypatrzyłam sobie śliczne mitenki w kolorze kanarka z papużką falistą...
(nie, nie kupiłam, nie miałam zresztą nawet za co, tak tylko sobie będę do nich wzdychać),
oraz torebkę...
Nawet Warszawa-Powiśle miała jakiś taki słoneczny wyraz twarzy; a ludzie mili, pomogli wózek wnieść i znieść, moja centro-warszawska fobia nieco zmalała, nawet nadpobudliwe kanary w pociągu SKM nie popsuły mi nastroju (no , częściowo zapewne dlatego, że miałam bilet :)
To była taka wycieczka, trochę nieplanowana, ale udana. Na naszej wsi za to zlodowacenie jeszcze nie mija, chociaż - tak to filozoficznie ujmę - wszystko płynie!
Na koniec takie krzaki, które lubię fotografować w różnych okolicznościach przyrody. Tym razem mało je widać, bo tkwią w zaspie po... cienkie gałązki?
Naprawdę! Jest wiosennie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz